Niedzielne popołudnie, mroźna, ale przyjemnie słoneczna pogoda, kawa i ja.
Tylko ja, rzecz jasna. Po sobocie spędzonej w domu, już nie mam ochoty dłużej tu
siedzieć. Jak na ekstrawertycznego introwertyka przystało. Może czas na spacer?
Na kawę w ulubionej kawiarni? A może czas na kino? Wszystko brzmi kusząco, ale
potrzebuję do tego towarzystwa, no bo przecież nie będę tego wszystkiego robiła
sama. Jeszcze nie zwariowałam, żeby samotnie włóczyć się po mieście i udawać w
kawiarni, że oj, moja koleżanka zapomniała o naszym spotkaniu, dlatego jem ciasto
w samotności, popijając je kawą. Oczywiście prawda jest taka, że nie miałam z
kim wyjść i tylko udaję, że byłam z kimś umówiona. Drugi scenariusz, kino.
Oczami wyobraźni widzę już wokół mnie te szczęśliwe, lub tylko to udające pary,
tych roześmianych przyjaciół i głośne rodziny. Może ubiorę na głowę kominiarkę, to nikt mnie
nie rozpozna? Może bilet kupię przez internet, wejdę wyjściem ewakuacyjnym, a
jak już nie daj boże ktoś mnie nakryje, to przecież mogę udawać, że się
zgubiłam, że wcale nie przyszłam sama do kina. No przecież nikt tak nie robi.
Już czuję, tą zalewającą mnie falę upokorzenia. Chyba jednak zostaję w domu.
Chociaż zostaje jeszcze ostatnia opcja, najbardziej bezpieczna - spacer. Ale dlaczego
najbardziej bezpieczna? Przecież w kinie jest ciemno i tak nikt mnie nie
zobaczy, a w kawiarni mam całkiem niezłą wymówkę z tą koleżanką, która mnie
wystawiła. Jakby w ogóle ktoś miał zamiar zapytać, dlaczego spędzam to popołudnie
sama. Oczywiście, że nikt nie zapyta, ale wszyscy wiemy, co będą sobie myśleć.
Jakaś samotnica, zdesperowana, albo o zgrozo, taka niby wyzwolona, taka
niezależna, pracuje na tym swoim komputerku. Patrzcie na nią, jaka
intelektualistka, książkę czyta. Ciekawe chociaż, czy wie co czyta. Uwierzcie
mi, nie wiedziałabym, bo byłabym tak zajęta tym, co myślą sobie ci wszyscy
ludzie wokół mnie. Absurd. No dobrze, ale wróćmy do scenariusza samotnego
spaceru. Otóż moi drodzy, wydawać by się mogło, że jest to przerażająca
perspektywa, no bo w końcu jesteśmy na widoku, ludzie rozmawiają, śmieją się, bawią
się z psami, a my dryfujemy jak te samotne wyspy. Ale naszą przewaga jest to,
że my moi drodzy idziemy, jesteśmy w ruchu. Nikt nie wie, że samotnie spacerujemy,
bo może tylko przechodzimy przez park, żeby spotkać się z olbrzymią grupą
naszych wspaniałych przyjaciół. Aczkolwiek ja akurat do samotnego spacerowania
nic nie mam. Jednak problem pojawia się, gdy chcemy usiąść na ławce i posłuchać
muzyki, poczytać książkę lub po prostu zwyczajnie pomyśleć. Wtedy już niestety
jesteśmy skazani na dłuższe zatrzymywanie na nas wzroku. No dobrze, definitywnie
i ostatecznie zostaję w domu.
Mam nadzieję, że nie czyta tego żaden ekstrawertyk, bo czuję, że mogłoby
się to dla mnie skończyć konsultacją psychiatryczną. Ufundowaną oczywiście
przez czytającą to właśnie duszę towarzystwa. Jeśli jednak tak jest, to mój
drogi, lub moja droga, otóż wszystko ze mną w porządku. Ale tak nawiasem mówiąc
ten voucher na wizytę u specjalisty, możesz zostawić. Skoro już go wykupiłeś,
to chętnie skorzystam.A Ty, mój drogi czytelniku, o tym szalenie trudnym i podobnym do mojego
charakterze, nie przejmuj się, jest nas więcej. Jeśli ładnie się uśmiechniesz,
to możemy tę wizytę u specjalisty jakoś wspólnie wykorzystać. Ale chwileczkę… Terapia
grupowa dla introwertyków, to chyba oksymoron. No dobrze, ale do rzeczy. Do
czego to doszło, że nasz własny umysł, tak bardzo nas ogranicza? Za dużo
myślimy, za dużo analizujemy. Co z tego, że sami pójdziemy do kina, na kawę lub
do parku? Czy przez tą wszechobecną presję, która narzuca nam myślenie, że
trzeba mieć dużo znajomych, śmiać się, rozmawiać i wiecznie się uśmiechać, nie
możemy już nigdzie wyjść sami? Nie możemy być przez chwilę zadumani i samotni?
Ja na przykład chciałam w to niedzielne popołudnie spotkać się z kimś na tą
kawę, ale niestety w tym zabieganym świecie nikt nie miał czasu. Chociaż jest
niedziela, chociaż pisałam aż do czterech osób, chociaż nie proponowałam
spontanicznego wyjazdu na Bahamy. Czy to znaczy, że nie mogę wyjść z domu SAMA,
pojść do kina spacerkiem SAMA i obejrzeć ten film SAMA? Przeszkody, które stoją
mi na drodze, to tylko wymysły i stereotypy, którymi nie powinnam się w ogóle
przejmować. W końcu bardzo dobrze czuję się w swoim towarzystwie, więc jeśli
inni nie chcą mi go czasem dotrzymać, to zrobię to na co mam ochotę w
samotności. Dlatego kończę pisać, zakładam buty, ale uwaga moi drodzy, nie
zakładam kominiarki i nie kupuję biletu przez internet i wyruszam spacerkiem do
kina. Was też do tego zachęcam. Czas przestać myśleć o tym, co pomyślą inni.
Gwarantuję Wam, że albo nic nie pomyślą, albo pomyślą i za chwilę zapomną. A jeżeli
już naprawdę coś pomyślą i nie zapomną, to co z tego? To tylko kolejna
nieznajoma osoba, o której istnieniu za kilka dni już nie będziesz pamiętał.
Ale to, jak miło spędziłeś niedzielne popołudnie, już będziesz. Tak więc, do zobaczenia
w kinie. Mam nadzieję, że też przyjdziesz sam.
Komentarze
Prześlij komentarz